Dokładnie 72 lat temu, w miejscowości Gardelegen niedaleko Magdeburga, w piątek 13 kwietnia 1945r., na dwa dni przed wkroczeniem oddziałów amerykańskich, została dokonana jedna z najstraszliwszych zbrodni, w jakże obfitych w podobne akty zwyrodnialstwa, okrutnych dziejach II-giej wojny światowej. Tego dnia zwabiono podstępem, a opornych wtłoczono siłą do obszernej, solidnie murowanej stodoły, kórej klepisko wyłożono do wysokości kolan słomą, pod którą ukryto materiały palne. Było to około 1.100 więźniów z ewakuowanych obozów koncentracyjnych, a także robotników przymusowych.

Stodołę następnie zamknięto i podpalono. Do usiłujących się wyrwać z nagle rozpętanego piekła, przez jedne z obluźnionych potężnych wrót, strzelano z broni maszynowej, zaś do środka wrzucano granaty zapalające. Któż tego dokonał. Bezpośrednimi sprawcami byli żołnierze SS, Luftwaffe, grupa około dwudziestu spadochroniarzy, młodzież z Hitlerjugend. Kto jednak to zaplanował? No cóż, byli to „zwyczajni Niemcy”. Pomysł wysunął Kreisleiter (naczelnik) powiatu Gardelegen. „To on ściągnął esesmanów, lotników, spadochroniarzy”. To on rozesłał po polach i lasach starców, kobiety i dzieci węszące za nieszczęśliwcami, którzy usilowali się uratować”. To w jego gabinecie elita miasteczka koledzy z bridżów, polowanek: „Herr Doktor”, „Herr Ingenieur”, „Herr Geheimrat”, kupcy, przedsiębiorcy z niemiecką z dokładnością zaplanowali do ostatnich drobiazgów, ile papierosów wydzielić na przynętę, ile wydzielić benzyny itd., itd.
Kiedy dwa dni później oddziały, 15 kwietnia 1945r. żołnierze 102 Dywizji Piechoty IX Armii Stanów Zjednoczonych dotarły na to miejsce znalazły wypaloną stodołę i masę potwornie zniekształconych zwłok. Z ogólnej liczby 1016-u spalonych ciał zidentyfikować udało się jedynie cztery. Dla 301 ofiar udało sią ustalić numery obozowe. 711 ofiar pozostaje do dzisiaj nieznanych. Większość z nich stanowili Polacy. Leżą wpólnie na ogromnym cmentarzysku nieopodal jednej ocalałej ściany stodoły – miejsca ich kaźni. Leżą tam wspólnie Polacy, Ukraińcy, Francuzi, Belgowie, Żydzi i inne narodowości. Spotkali się tylko raz. Cieszyli się wspólnie z pewnego już ocalenia, że udało się im umknąć piekłu, lecz złudną była ich radość, bo piekło ich dogoniło. Główny kreator tej makabry, Gerhard Thiele, posługując sią fałszywymi dokumentami uciekł 14-tego kwietnia i nigdy go nie odnaleziono, choć jest pewnym, że żył najpierw w zachodniej strefie okupacyjnej, a potem w RFN, gdzie spokojnie zmarł w połowie lat dziewięćdziesiątych XX-go wieku.
Nieliczne ofiary pogromu ocalały i mogły dać świadectwo prawdzie. Tej cząstce prawdy, bo na terenie naszego kraju są setki takich miejsc, gdzie niemieccy okupanci palili żywcem, przede wszystkim Polaków, dokonując gigantycznych ofiar całopalnych w rytuałach jakby wyjętych z germańskiej mitologii, kierowani narodowo-socjalistyczną ideologią, która stała się religią całego narodu.

Aby o tych zdarzeniach nie zapomnieć, aby nie mogły się więcej powtórzyć organizacje:Klub Gazety Polskiej Berlin-Brandenburg i Klub Rodła Berlin-Brandenburg
oraz ukraińscy parafianie zamówili Mszę świętą za ofiary tej zbrodni. Msza św.była celebrowana o godzinie 10:00, w dniu 23. kwietnia 2017 roku w Parafii p.w. św. Mikołaja, Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego mieszczącej się przy niemieckiej rzymskokatolickiej wspólnocie parafialnej św. Jana Ewangelisty w Berlinie, przez ks. proboszcza Sergiya Dankiva . W Mszy św.oprócz wiernych z ukraińskiej parafii i członków Klubu Gazety Polskiej Berlin-Brandenburg uczestniczyła przybyła specjalnie na tę okazję, delegacja z Polski z Klubu Rodła Ziemi Babimojskiej z panem prezesem Stanisławem Fabisiem , to potomkowie gnębionych, prześladowanych i mordowanych przez Niemców mieszkańców tego pięknego zakątka, który dopiero po II-giej wojnie światowej powrócił do Polski. Ksiądz proboszcz Sergiy Dankiv poświęcił wieńce i wiązanki kwiatów , które przez cały czas trwania Mszy św.leżały przed ołtarzem. Po Mszy św. i krótkim spotkaniu przy kawie/herbacie i smacznych ciastkach w salce parafialnej uczestnicy Eucharystii pojechali na cmentarz w Gardelegen gdzie po modlitwie złożono wieńce i wiązanki kwiatów oraz zapalono znicze przy pomniku upamiętniającym pomordowanych jeńców wojennych.Po powrocie z Gardelegen do Berlina uczestnicy żałobnej uroczystości spotkali się na wspólnym posiłku w restauracji Piano Forte.

Comments powered by CComment' target='_blank'>CComment